„Mam stronę, ale nie ma jej w Google” to zdanie, które słyszę w co drugiej pierwszej rozmowie. Przyczyn jest kilka i różnią się skalą: od drobiazgu do naprawienia w pięć minut, po problem, który wymaga miesięcy pracy. Poniżej kolejność, w jakiej warto to sprawdzać, od rzeczy najprostszych.
Krok 1: sprawdź, czy strona w ogóle jest w indeksie
To zajmuje chwilę. Wpisz w Google:
site:twojadomena.pl
Jeśli wyniki się pojawią, strona jest w indeksie i problem dotyczy pozycji, a nie obecności. Przejdź do kroku 4. Jeśli nie pojawi się nic, Google Twojej strony nie zna albo nie chce pokazywać. Wtedy czytaj dalej po kolei.
Krok 2: czy strona nie blokuje się sama
Najczęstsza przyczyna kompletnej nieobecności to blokada zostawiona przez wykonawcę. W WordPressie jest osobny przełącznik w ustawieniach czytania: „Proś wyszukiwarki o nieindeksowanie tej witryny”. Włącza się go na czas budowy strony i regularnie zapomina wyłączyć po publikacji.
Drugie miejsce do sprawdzenia to plik robots.txt, dostępny pod adresem twojadomena.pl/robots.txt. Jeśli widnieje tam Disallow: /, blokujesz całą witrynę.
Trzecie to znacznik noindex w kodzie strony. Jeśli nie umiesz go znaleźć, poproś kogoś technicznego. To jedna linijka, która potrafi wyłączyć całą domenę z wyszukiwarki.
Krok 3: czy Google w ogóle wie o stronie
Nowa domena nie pojawia się w Google natychmiast. Zwykle trwa to od kilku dni do kilku tygodni. Możesz ten proces przyspieszyć.
- Załóż darmowe konto w Google Search Console i potwierdź własność domeny.
- Wyślij mapę witryny, zwykle pod adresem twojadomena.pl/wp-sitemap.xml albo /sitemap.xml.
- Skorzystaj z narzędzia „Sprawdzenie adresu URL” i poproś o zindeksowanie strony głównej.
Search Console to jednocześnie jedyne miejsce, gdzie zobaczysz, czy Google napotyka na Twojej stronie błędy. Bez niego działasz po omacku.
Krok 4: strona jest w indeksie, ale nikt jej nie znajduje
To najczęstszy scenariusz i zwykle sprowadza się do jednej z trzech rzeczy.
Szukasz siebie, nie tego, czego szukają klienci. Właściciel wpisuje nazwę swojej firmy, znajduje ją na pierwszym miejscu i uznaje, że jest dobrze. Tyle że nikt nowy nie szuka Cię po nazwie, bo jej nie zna. Klient wpisuje „hydraulik Suwałki” albo „naprawa pralki Augustów”. Sprawdź, jak wygląda strona dla tych zapytań.
Strona nie zawiera słów, których używają klienci. Jeśli witryna mówi wyłącznie językiem firmy („kompleksowe rozwiązania”, „innowacyjne podejście”), a nie nazywa wprost usług i miasta, Google nie ma czego dopasować. Nazwij rzeczy po imieniu: co robisz i gdzie.
Konkurencja jest po prostu mocniejsza. Na frazy ogólne w dużych miastach walczą firmy, które robią to od lat i mają duże budżety. Dla lokalnej firmy sensowniejszą drogą są frazy z nazwą miejscowości i konkretną usługą, gdzie realnie da się wygrać.
Krok 5: rzeczy techniczne, które ciągną stronę w dół
Kiedy podstawy są w porządku, zostaje warstwa techniczna. Najczęściej spotykam te problemy.
- Strona ładuje się wolno na telefonie. Google ocenia przede wszystkim wersję mobilną. Najczęstszy winowajca to nieskompresowane zdjęcia prosto z aparatu.
- Brak opisów meta. Nie podnoszą pozycji bezpośrednio, ale decydują, czy ktoś kliknie w wynik, który już widzi.
- Każda podstrona ma ten sam tytuł. Google nie wie, którą pokazać, więc często nie pokazuje żadnej.
- Brak certyfikatu SSL. Strona bez kłódki jest oznaczana jako niebezpieczna. To odstrasza ludzi zanim zdążą cokolwiek przeczytać.
- Treść w postaci obrazków. Tekst wpisany w grafikę dla wyszukiwarki nie istnieje.
Krok 6: czego brakuje najczęściej, czyli treści
Najpowszechniejszy powód słabej widoczności lokalnych stron jest banalny: strona ma cztery podstrony po dwa akapity i nie ma w niej nic, co odpowiadałoby na pytania klientów.
Google pokazuje strony, które odpowiadają na konkretne zapytania. Jeśli Twoja witryna nigdzie nie wyjaśnia, ile kosztuje usługa, jak przebiega, ile trwa i co obejmuje, to nie ma czym wygrać z kimś, kto to opisał.
To jednocześnie ta część, którą najłatwiej poprawić samodzielnie, bez żadnych narzędzi. Wypisz dziesięć pytań, które klienci zadają Ci przez telefon, i odpowiedz na nie na stronie. Własnymi słowami.
Czego się nie spodziewać
Widoczność w Google to nie przełącznik. Zmiany na stronie potrzebują od kilku tygodni do kilku miesięcy, żeby przełożyć się na pozycje. Nowa domena ma dodatkowo okres, w którym Google jej po prostu nie ufa.
Jeśli ktoś obiecuje pierwsze miejsce w miesiąc albo gwarantuje konkretną pozycję, warto zapytać, na jakie frazy. Zwykle okazuje się, że chodzi o zapytania, których nikt nie wpisuje, albo o nazwę Twojej własnej firmy.
Dla firm lokalnych szybszą drogą do telefonów bywa wizytówka Google niż sama strona, bo pakiet map wyświetla się nad zwykłymi wynikami. Najlepiej działa jedno z drugim.
Jeśli chcesz wiedzieć, która z powyższych przyczyn dotyczy akurat Ciebie, mogę to sprawdzić i spisać na konsultacji: godzina rozmowy i konkretna lista, co naprawić najpierw, a czego w ogóle nie ruszać.